Rubin Joanny Szalonej
Tytuł oryginału: Le Boiteux de Varsovie: Le Rubis de Jeanne la Folle
Autor:
Juliette Benzoni
ISBN 978-83-7551-173-4
format: A-5
stron 332
wydanie 1
przeklad: Halina Michalik
oprawa: miękka
data wydania 23-08-2010
Książę Aldo Morosini po odnalezieniu i oddaniu Szymonowi Aronowi trzech z czterech klejnotów (Błękitnej Gwiazdy, Róży Yorku i opalu księżniczki Sissi), zrabowanych przed wiekami ze Świątyni Jerozolimskiej przez rzymskie wojska, rusza w ostatnią misję, najbardziej tajemniczą z dotychczasowych: do magicznej Pragi pamiętającej czasy alchemików i Golema. Aldo musi odnaleźć rubin królowej Joanny zwanej Szaloną, kamień niosący jedynie łzy i śmierć. Spokoju nie dają księciu nie tylko żądni bogactw złoczyńcy, ale także problemy osobiste. Jego życie, pod wpływem niespodziewanych okoliczności, zmienia się gwałtownie i nieodwracalnie…
| Średnia ocena czytelników: |
|
Morosini dopiero co otworzył oczy, kiedy do pokoju wkroczył Adalbert, popychając przed sobą stolik na kółkach z obfitym śniadaniem dla dwóch osób. Archeolog przyjrzał się krytycznym wzrokiem przyjacielowi siedzącemu na łóżku oraz strojowi wieczorowemu porzuconemu w lekkim nieładzie na krześle.
– Tak właśnie myślałem. Wcale się nie nudziłeś.
– Ani przez chwilę! Najpierw byłem w Teatrze Narodowym na „Don Giovannim”, a następnie na emocjonującej audiencji u cesarza, po której odbyłem szczerą rozmowę z człowiekiem, co do którego mam podejrzenia, że żyje już od trzech lub czterech stuleci. A ty skąd przybywasz? – spytał Aldo, rozglądając się za pantoflami.
– Z Zurychu, gdzie Teobald przekazał mi wiadomości od ciebie. Pojechałem na ratunek Romualdowi, którego szwajcarska policja znalazła któregoś ranka nad brzegiem jeziora. Był w bardzo kiepskim stanie…
Zajęty wkładaniem szlafroka Aldo wstrzymał oddech:
– Co się stało?
– Och, klasyczny wypadek! Dziwię się nawet, że tak szczwany lis jak Romuald dał się na to nabrać. Śledząc wuja Bolesława, nadział się na czterech czy pięciu typków, którzy sprali go na kwaśne jabłko i porzucili w krzakach, zapewne sądząc, że nie żyje. Na szczęście chłopak ma mocny łeb, a Szwajcarzy potrafią leczyć ludzi. Ma poważną ranę na głowie i kilka złamań, ale wyjdzie z tego. Teraz kazałem odwieźć go do Paryża do kliniki mojego przyjaciela, profesora Dieulafoya. Pojechał tam pod opieką dwóch pielęgniarzy. W każdym razie mogę ci powiedzieć, że wujek Bolesław i Solmański, to ta sama osoba…
– Można się było tego domyślić. Czy mój czarujący teść nadal przebywa w Zurychu?
– Nie wiadomo. Romuald śledził go aż do pewnej willi nad jeziorem, ale teraz Solmański przepadł jak kamień w wodę. Na wszelki wypadek wysłałem długi list do naszego przyjaciela, komisarza Warrena. Sprzymierzeńcy muszą dzielić się wszystkim, nawet migreną!
– Kiedy przeczyta twój list, nie uniknie migreny!
Adalbert zasiadł do stołu, na którym znajdowało się prawdziwe angielskie śniadanie: jajecznica na bekonie, bogaty wybór ciastek i kawa.
– Zjedz coś – powiedział – bo wszystko za moment wystygnie. Jedząc, opowiesz mi szczegółowo, jak spędziłeś wieczór. Mam wrażenie, że się nie nudziłeś.
– W najmniejszym stopniu! W każdym razie opatrzność cię tutaj przysłała. Kiedy wróciłem w nocy do hotelu, wydawało mi się, że jestem bliski obłędu.
– No tak, przecież masz do tego duże predyspozycje…
– Zobaczymy, co powiesz, kiedy usłyszysz moją opowieść. Na wstępie powiem ci tylko, że wiem już, gdzie jest rubin.
– Nie nabierasz mnie?
– Oczywiście, że nie. Ale żeby go zdobyć, musimy przeobrazić się w hieny cmentarne.
Adalbert o mało nie zakrztusił się kawą.
– Co ty mówisz?
– Prawdę, mój stary. Ale skąd to zdziwienie? Przecież jako egiptolog jesteś przyzwyczajony do tego typu działań.
– Co ty gadasz! Jest chyba różnica między grobowcem sprzed dwóch lub trzech tysięcy lat a takim…
– Sprzed trzystu lat.
– No właśnie, to nie to samo!
– Nie widzę różnicy. Zmarły jest zawsze zmarłym, a mumia nie jest bardziej miła dla oka niż szkielet. Dla mnie to żadna różnica…
Vidal-Pellicorne nalał sobie drugą filiżankę kawy i posmarował grzankę masłem i konfiturą.
– Dobrze. Chciałeś mi coś opowiedzieć, więc opowiadaj! Co to za historia z tą cesarską audiencją? Czyżbyś znowu zobaczył ducha?
– Można tak powiedzieć…
– To u ciebie jakaś mania – westchnął Adalbert. – Musisz uważać.
– Jestem ciekaw jak byś się zachował na moim miejscu! Więc posłuchaj, a jeśli zechcesz otworzyć usta, to tylko po to, aby zjeść śniadanie.
W miarę, jak Aldo opowiadał o niedawnych zdarzeniach, apetyt Adalberta malał, a kiedy Morosini skończył mówić, archeolog odsunął talerz i z poważną miną zapalił papierosa.
– Nadal uważasz, że coś mi się przywidziało?
– Nie… Nie, ale to jest przerażające! Przepytywać Rudolfa II o północy i to w jego zamku! Kim jest ten Jehuda Liwa? Magiem, szarlatanem, panem Golema, który wrócił do świata żywych?
– Wiesz tyle samo, co ja, ale Rothschild chyba właśnie za kogoś takiego go uważa.
– Kiedy wyjeżdżamy?
– Najszybciej, jak to możliwe – odpowiedział Aldo, niespodziewanie przypominając sobie węgierską śpiewaczkę, która, jak przypuszczał, będzie starała się go odszukać. – Może nawet dzisiaj?
Nie zdążył dokończyć zdania, gdy dało się słyszeć pukanie do drzwi. Stanął w nich lokaj z listem na srebrnej tacy.
Klienci którzy kupowali ten produkt kupili rownież:
« powrót do spisu