Księga skandali
Tytuł oryginału: The Book of Scandal
Autor:
Julia London
ISBN 978-83-7551-166-6
format: 12,3 x 19,5 cm
stron 400
wydanie 1
przeklad: Magdalena Praczyńska-Janik
oprawa: miękka
Nathan Grey, hrabia Lindsey, po śmierci kilkuletniego synka odsyła pogrążoną w rozpaczy żonę do Londynu, by odzyskała radość życia i nie dręczyła go dłużej swą melancholią. Sam natomiast rzuca się w wir hazardu i romansów, próbując w ten sposób zapomnieć o nieszczęściu. Kiedy jednak się dowiaduje, że Evelyn może zostać wmieszana w skandal zagrażający także jego reputacji, porywa żonę wbrew jej woli i zawozi z powrotem do ich wiejskiej posiadłości pełnej bolesnych wspomnień. Evelyn dawno przestała być naiwną dziewczyną, którą Nathan kiedyś poślubił. Jej powrót jest początkiem starcia dwóch silnych osobowości, ale czy ma szansę rozpalić także dawną namiętność i miłość? I czy małżonkowie zdążą się o tym przekonać, skoro na jedno z nich czyha tajemniczy zabójca?
| Średnia ocena czytelników: |
|
Wystarczyło kilka dni spędzonych w Londynie, by Nathan mógł poczuć gęstą atmosferę skandalu. Miasto wydało mu się jeszcze bardziej bezwzględne i zblazowane niż zazwyczaj. Poranne gazety pełne były insynuacji i spekulacji na różne tematy – od spraw najistotniejszych do tych zupełnie błahych. Rozprawiano o tym, ile w ciągu jednej nocy księżna Karolina wypiła piwa, a książę Jerzy whisky. Chyba wszyscy zajęli już jakieś stanowisko w kwestii tej pary. Dużo się też mówiło o tym, że skandal mógł znacznie nadwyrężyć i tak już wątłe zdrowie Jego Królewskiej Mości. Co prawda nie zaobserwowano u niego syndromów szaleństwa sprzed lat, ale wiele osób twierdziło, że królowi niewiele już do niego brakuje i że bieg wypadków tylko przyspieszy rozwój choroby. Niektórzy drwili, że wstawiennictwo króla w sprawie Karoliny już niechybnie świadczy o tym, iż zwariował. Jeszcze bardziej niepokojące było to, że zarówno partia wigów*, jak i torysów liczyła na to, że książę Jerzy szybciej zostanie królem, niż to się mogło wydawać. W rezultacie wszyscy toczyli zaciekłe boje o łaski i przychylność kandydata do korony, posiłkując się własnymi przypuszczeniami o tym, jak ostatecznie zakończy się skandal. Obawiając się plotek i spekulacji, których nie brakowało, Nathan postanowił, że na pierwsze od trzech lat spotkanie z żoną wybierze miejsce neutralne. Nie chciał zaskoczyć jej w pałacu Buckingham, gdzie Evelyn służyła jako dama dworu królowej i jej córek. Wybrał się więc na przyjęcie do Carlton House. Już od samego progu zauważył, że skandal niewiele zmienił w zachowaniu księcia, który wciąż uwielbiał rozrywki. Nathan szacował, że w sali znajdowało się około sześciuset niezrażonych skandalem uczestników balu. Pod kilkunastoma żyrandolami oświetlającymi parkiet wisiały pozłacane klatki, które miały symbolizować księcia uwięzionego w nieszczęśliwym związku małżeńskim. Wszędzie widać było przepych: z fontann tryskał szampan, a na specjalnych postumentach stały czekoladowe rzeźby greckich bogiń, a raczej to, co z nich zostało, gdyż ich piersi zostały już odcięte i skonsumowane. Mimo wszystko Nathanowi wydawało się, że dostrzega w obecnych jakiś niepokój. Stopniowo przeciskał się przez tłum, uśmiechając się i wymieniając grzeczności z tym lub tamtym znajomym. Wypatrzył na przykład Fionę Haines, młodszą siostrę Jacka Hainesa, hrabiego Lambourne. Razem z dwiema innymi młodymi kobietami szeptały między sobą o czymś z wielkim podnieceniem. Gdy tylko Fiona dostrzegła Nathana, obdarzyła go czarującym uśmiechem. – Milordzie! – zawołała. – Nie wiedziałam, że jest pan w Londynie. – Przyjechałem do miasta raptem na parę dni, więc nie było sensu o tym wspominać – odparł Nathan. Fiona przedstawiła Nathana swoim towarzyszkom – pannie Clark i lady Marcie Higginbotham. Uśmiechały się do niego skromnie zza wachlarzy, pilnie go obserwując. – Niech panie uważają – zażartowała Fiona. – Lord Lindsey ma opinię uwodziciela. – Słucham? – zapytał Nathan figlarnie i ujął Fionę za rękę. – Och, pani, to tylko wymysły i plotki. Tak naprawdę szaleję tylko za panią – co mówiąc, skłonił się szarmancko. Jedna z kobiet zachichotała, ale Fiona dyskretnie uwolniła rękę i powiedziała: – Pan jest żonaty, milordzie. Uśmiechnął się. – Zapewniam panią, że to niewielka przeszkoda. Teraz już obie panie chichotały niezwykle rozbawione. – Jest pan gorszy od mojego ukochanego brata – zaśmiała się Fiona. – Jak on się miewa? Nie widziałam go już od dwóch tygodni. – Wszystko u niego w porządku. – Bardzo mnie to cieszy. Teraz musi nam pan powiedzieć po czyjej stoi stronie? – Po czyjej stronie? Fiona wymieniła spojrzenia z przyjaciółkami, pochyliła się do Greya i powtórzyła ściszonym głosem: – Po czyjej stronie: swojego przyjaciela księcia? Czy księżnej? – Och – odpowiedział ze śmiechem Nathan. – Jestem po tej stronie, która mi bardziej odpowiada – dokończył szeptem. – Tak? – odparła Fiona, odsuwając się od niego. – A mówiąc bardziej precyzyjnie, która to strona? – Nie mam zielonego pojęcia. Wszystkie panie wybuchnęły śmiechem. Przez moment jeszcze z nimi gawędził, a następnie ponownie zniknął w tłumie, który gęstniał z każdą minutą. Po chwili wpadł na lorda Fawcetta, który na widok Nathana nie zdołał ukryć zaskoczenia. – Dlaczego, do diabła, nie dałeś znać, że przyjeżdżasz? Słyszałem, że w Eastchurch roi się od kobiet i koni. – Ależ to niedorzeczne! – odpowiedział Nathan. – Liczba kobiet i koni dostosowana jest do możliwości przeciętnego śmiertelnika. – A jakie są możliwości przeciętnego śmiertelnika? – zapytał ze śmiechem Fawcett. – Koni tyle, ile miejsca w stajniach, a kobieta tylko raz na jakiś czas. Dużo energii zajmuje mi upolowanie obiektu moich pożądań, a obiektowi moich pożądań upolowanie mojego portfela. Fawcett roześmiał się serdecznie. – Dobrze cię widzieć, Lindsey. Mam nadzieję, że nie jesteś wmieszany w całą tę aferę książęcej pary. – W żadnym wypadku – skłamał Nathan, bo czuł, że wszyscy zgromadzeni na sali siedzą w tym po uszy. Wiedział, że im szybciej załatwi swoje sprawy w Londynie, tym lepiej dla niego. Niestety znalezienie żony przypominało szukanie igły w stogu siana. Piętnaście minut później zdarzył się jednak cud i w barwnym tłumie udało mu się ją wypatrzyć. Stała oświetlona blaskiem równym blaskowi tysiąca świec. Krążyła w tłumie, uśmiechając się i wymieniając uprzejmości. Obserwował znajomy ruch jej bioder i żywą gestykulację: kiedy mówiła, jej ręce trzepotały jak skrzydełka małego ptaka. Złote włosy lśniły, uśmiech był iście anielski, a twarz tak śliczna, jak zapamiętał, a raczej jaką wielbił w pamięci przez ostatnie trzy lata. Była piękna. Zawsze tak uważał, ale dziś wyglądała wprost cudownie. Nathan przeciskał się przez tłum, podążając jej śladem. Chciał ją dogonić. Zobaczył, jak przystaje, aby porozmawiać z jakimś dżentelmenem. Mężczyzna coś powiedział i Evelyn się zaśmiała. Serce Nathana zaczęło bić szybciej. Niewiele myśląc, przyspieszył kroku. Kiedy nieco się przybliżył, zauważył, że Evelyn pochyla się w stronę swego towarzysza w taki sposób, jakby powierzała mu sekret. Powoli zaczęło do Nathana docierać, że para nie jest zajęta zwykłą rozmową, ale intymnym tête-à-tête. Serce Greya skuł lód. Kiedy dotarł do żony, czuł już tylko odrętwienie i chęć zachowania dystansu.
Klienci którzy kupowali ten produkt kupili rownież:
« powrót do spisu