W objęciach diabła
Tytuł oryginału: The Devil’s Embrace
Autor:
Catherine Coulter
ISBN 978-83-7551-158-1
format: 12,3 x 19,5 cm
stron 544
wydanie 1
przeklad: Dorota Gołuch
oprawa: miękka
data wydania 08-04-2010
Cassie Brougham zna lorda Anthony'ego Wellesa od dzieciństwa, jednak pierwszym uczuciem obdarzyła Edwarda Lyndhursta. Po kilku latach spędzonych w służbie wojskowej Edward wraca, gotów się ożenić. Tymczasem tuż przed ślubem Cassie porywa lord Anthony, wywozi do Genui i zamierza sam zostać jej mężem. Dziewczyna nie jest z tego powodu szczęśliwa, jednak wbrew sobie w objęciach lorda pozna smak namiętności.
| Średnia ocena czytelników: |
|
Lord Edward Lyndhurst, wicehrabia Delford, zaczerpnął haust morskiego powietrza i skierował gniadą klacz w stronę skalistego klifu. Dzień był wyjątkowo ciepły jak na koniec marca i blask popołudniowego słońca odbijał się w spokojnych falach, łagodnie zmierzających w kierunku brzegu.
Edward poprawił elegancką kamizelkę, w której ciągle czuł się nieswojo. Po raz kolejny zatęsknił za swoim wygodnym szkarłatno-białym mundurem. Domyślał się, że jego ordynans i służący, Grumman, odczuwał tę tęsknotę równie mocno, jeśli nie mocniej. Ten wybuchowy Irlandczyk o niewielkich gabarytach miał w zwyczaju ze swadą krytykować modne nowinki, którym hołdowali angielscy dżentelmeni.
- Jak panienka, milordzie, oto jak będziesz teraz wyglądał! - Grumman mruczał pod nosem, kiedy wygładzał fałdy jasnoniebieskiego lekkiego płaszcza Edwarda. - Nic tylko koronki, a do tego te pstrokate barwy. Istny fircyk w zalotach!
Edward poprawił się w siodle, osłonił od słońca oczy i przebiegł wzrokiem wzdłuż linii brzegowej w kierunku Hemphill Hall, bardzo starej kamiennej budowli, wyrastającej na skraju urwiska. Poczuł silną falę emocji na myśl, że wkrótce ujrzy dom Broughamów, dom Cassie.
Z kieszeni kamizelki wyjął małą miniaturę Cassandry, namalowaną w jej piętnaste urodziny. Zapatrzył się w roześmianą twarz młodej dziewczyny. Jej buzia już wtedy zaczynała nabierać kobiecych rysów. Wysoko osadzone kości policzkowe odznaczały się delikatną, wytworną linią ponad solidnym, upartym podbródkiem, zaś żywe błękitne oczy zdradzały nieprzeciętną inteligencję. Uśmiechnął się, patrząc na zaplecione wkoło głowy pszenicznozłote warkocze i przywołał obraz jej włosów opadających gęstymi falującymi kaskadami aż do pasa. Uważał ją za piękność jeszcze w czasach, kiedy miała osiem lat, a on sam był czternastoletnim chłopcem i, poza nią, nie cierpiał dziewczyn. Roztaczał przed nią wizje najdzikszych przygód, obsadzając siebie w roli dzielnego żołnierza, a ona słuchała w skupieniu, nie spuszczając z niego poważnego wzroku.
Edward potrząsnął głową, ponieważ te nie przywoływane od lat wspomnienia, wprawiły go w konsternację.
- Ale był z ciebie osioł - mruknął pod nosem.
Cassie jednak wtedy tak nie uważała. Wciąż miał w pamięci jej okoloną niesfornymi lokami buzię, kiedy spojrzała mu z powagą w oczy i dziecięcym głosem ślubowała:
- Musisz na mnie poczekać, Edwardzie. Niebawem będę dorosłą niewiastą i wtedy się pobierzemy. Razem z tobą dosiądę konia i będziemy razem przeżywać wszystkie te przygody.
Ponownie zatopił wzrok w miniaturze, zastanawiając się, czy Cassie nadal jest tą długonogą chudą dziewczyną. Przypomniał mu się list sprzed jakichś sześciu miesięcy, w którym wspominała o pewnych zdumiewających zmianach w swym wyglądzie. Roześmiał się na myśl, że w ten oto sposób próbowała dać mu do zrozumienia, że staje się kobietą.
Nagle zmarszczył czoło, zamknął miniaturę i starannie włożył ją z powrotem do kieszeni. Zawrócił klacz ze ścieżki prowadzącej do Hemphill Hall i skręcił w zrytą koleinami drogę w dół do plaży. Dużo o Cassie myślał, odkąd dwa miesiące temu zmarł wuj Edgar. Edward poczuł się wówczas zobowiązany opuścić armię i wrócić do Anglii, by zająć się majątkiem. A mimo to po przyjeździe powiadomił ją tylko, że wróci później i cały ten czas spędził w Londynie. Wciąż zresztą bił się z myślami. Miała przecież zaledwie osiemnaście lat i z pewnością nie mogła się doczekać swojego debiutu towarzyskiego w Londynie. Od początku czuł, że nie ma prawa pozbawiać jej wrażeń, których każda panna o jej pozycji powinna doświadczyć. Z drugiej strony odczuwał niekontrolowany przypływ zazdrości, kiedy wyobrażał sobie, że będą się do niej zalecać inni mężczyźni. Co zrobi, jeśli pewnego Cassie zacznie patrzeć na niego jak na przyjaciela z dzieciństwa i nic więcej? Nie dalej jak dzień wcześniej przeklął swoje tchórzostwo i wrócił do Essen. A dziś wciąż się ociągał, chociaż znajdował się niecałą milę od jej domu.
Na dole Edward zsiadł z konia i przywiązał go do solidnego krzaka, który usadowił się w skalnej szczelinie u podnóża klifu. Zaczął spacerować po plaży, tępym wzrokiem spoglądając na grzęznące w grubym piachu buty i oddając się dalszym rozmyślaniom. Z zadumy wyrwała go większa fala, która z hukiem rozbiła się o brzeg i ochlapała mu nogi. Poirytowany zrobił kilka kroków w tył, po czym stanął i zapatrzył się w morze. Pośród większych fal, zupełnie niespodziewanie, dostrzegł płynącą w stronę brzegu postać. Nagie ramiona poruszały się wdzięcznie i miarowo. Chociaż znajdował się w dużej odległości, musiałby być ślepy, żeby nie rozpoznać kobiecych kształtów wyłaniającej się z wody sylwetki. W milczeniu przyglądał się, jak stanęła na nogi i szła przez płytką wodę do brzegu.
Nie widział jej twarzy, gdyż miała pochyloną głowę. Zresztą to nie twarz przykuwała jego uwagę. Miała na sobie cienką białą haleczkę, sięgająca połowy uda, ale równie dobrze mogłaby być naga, bo mokra bielizna oblepiała jej ciało jak druga skóra. Jego wyćwiczone męskie oko zanotowało wszystkie jej linie i krągłości. Miała pełne i jędrne piersi, a nabrzmiałe od zimna sutki odznaczały się wyraźnie pod tkaniną. Powędrował wzrokiem w dół, po wąskiej talii i płaskim brzuchu, aż do niewielkiego trójkąta włosów, zmierzwionych lekko pod mokrym materiałem. Obróciła się trochę, ukazując mu zarys pełnych pośladków i długich smukłych nóg. Edward poczuł spazm pożądania i z wielkim trudem odwrócił wzrok. Próbował się uspokoić, tłumacząc sobie, że za dużo już czasu minęło, od kiedy ostatnio był z kobietą. Choć zaraz mu się przypomniało, że przed niecałym tygodniem pewna młoda pani nie skąpiła mu swych wdzięków przez dwie upojne noce i ze śmiechem uznał, że musi poszukać lepszego wytłumaczenia dla swojej ekscytacji.
Pewnie jest z pobliskiej wsi, pomyślał, i mimochodem zaczął iść w jej kierunku. Dziewczyna tymczasem schyliła się swobodnie, żeby wykręcić dół koszulki i nagle promienie słońca rozświetliły jej umocowane na głowie warkocze, wydobywając ich pszeniczną barwę przetykaną złotymi refleksami.
Edward stanął jak wryty i tylko się na nią gapił. Jakby wyczuwając czyjąś obecność, dziewczyna zastygła i, osłaniając dłońmi oczy, podniosła na niego wzrok. Z gardła Edwarda wydobyło się jej imię.
Klienci którzy kupowali ten produkt kupili rownież:
« powrót do spisu