Dziewczęta Gunningów spędziły kilka godzin, ćwicząc kroki taneczne, ukłony i dworskie maniery pod krytycznym okiem matki. Bridget wręczyła im papierowe wachlarze i przeegzaminowała pod kątem etykiety oraz „mowy wachlarzy".
- Pamiętajcie, żeby zwracać się do wicekróla per „wasza ekscelencjo". Książe czy księżna są „waszą miłością", a do wszystkich innych najbezpieczniej będzie mówić „mój panie" lub „moja pani". Macie jeszcze jakieś wątpliwości? - zapytała córki.
- Jak zostaniemy przedstawione? - chciała wiedzieć Beth.
Bridget nie była w stanie od razu odpowiedzieć i zwróciła się o pomoc do męża.
- Ja zostanę wyczytany jako Jack Gunning, pan na Castle Coote. Wasza matka, z uwagi na wyniesienie do wyższych sfer, będzie jejmością Bridget Gunning, córką wicehrabiego Mayo. W zależności od tego, co wydrukowano na zaproszeniu, ty, moja droga, możesz być Elizabeth Gunning, wnuczką wicehrabiego Mayo albo lorda Gunning z Cambridgeshire. Przynajmniej to ostatnie nie jest łgarstwem - mrugnął do niej.
Bridget posłała mu wściekłe spojrzenie.
- Maria, jako starsza, zostanie przedstawiona przed tobą, Elizabeth. Nie pchaj się nieproszona do przodu! - ostrzegła ją matka.
Beth położyła dłoń na piersi. Na myśl o przedstawieniu na balu u wicekróla serce waliło jej niczym młot.
- Strasznie się denerwuję - wyznała.
- Natychmiast przestań pleść, Elizabeth Gunning! - ofuknęła ją matka. - Myśl o tym po prostu jak o roli w sztuce. Jesteście obie młodymi panienkami z dobrego domu, które zostaną przedstawione wicekrólowi Irlandii. Ukłonicie się, pochwalicie dobrymi manierami, będziecie się uśmiechać, trzepotać skromnie rzęsami, gdy ktoś się do was odezwie, a przede wszystkim macie trzymać buzie na kłódkę - instruowała córki.
- Nie możemy trzymać buzi zamkniętych, gdy będziemy jadły - stwierdziła niefrasobliwie Maria.
- Dobrze wychowane panienki jedzą tyle, co ptaszki! - wytknęła jej natychmiast Bridget. - Czyście zapomniały, czego was uczyłam? Jeżeli zostaniecie poczęstowane, otwieracie wachlarz, spuszczacie oczy i odpowiadacie „nie, dziękuję" - przypomniała. - Jesteście gotowe do wyjścia? Jest ciepło, sądzę, że nie będziecie potrzebować wełnianych szali.
Kiedy wyszły na ulicę, podmuch wiatru podwinął sukienkę Elizabeth, odsłaniając jej czarne bawełniane pończochy. Beth przygładziła rąbek i spojrzała z lękiem na matkę.
- Granie roli młodej damy z dobrego domu nie przychodzi ci z naturalną prostotą, Elizabeth - powiedziała Bridget z dezaprobatą. - Jak zamierzasz osiągnąć sukces na scenie? Musisz naśladować Marię, ona opanowała maniery młodej damy do perfekcji! - pouczyła ją.
- Tak jest, madame - wymamrotała Elizabeth, pragnąc z całego serca zadowolić matkę.
Rodzina ruszyła Dame Street w kierunku teatru, ale siostry miały cichą nadzieję, że kiedy wystroją się w wytworne kreacje, będą mogły pojechać do Dublin Castle powozem. Beth była coraz bardziej podekscytowana i ze zdenerwowania zbierało jej się na śmiech. Ojciec ścisnął jej dłoń i pomyślała, że to będzie najcudowniejsza noc w jej życiu.
W teatrze Bridget Gunning skupiła się na przygotowaniu Marii, a potem zajęła własną toaletą. Garderobiana Peg Woffington, Dora, ściągnęła sznurowanie gorsetu Elizabeth i pomogła jej wciągnąć nakrochmaloną halkę i suknię.
- Skóra panienki jest tak delikatna, że grzechem byłoby zakrywanie jej makijażem! - stwierdziła. - Przyciemnię panience trochę brwi i rzęsy, i nałożę nieco pomadki na wargi. O, doskonale! Teraz peruka! - Dora wybrała uczesanie złożone z drobnych loczków. - Panienki włosy są piękniejsze niż wszystkie te sztuczne fryzury, ale teraz panuje moda na noszenie upudrowanych tresek, szczególnie, jeśli mają panienki być oficjalnie przedstawione wicekrólowi - wyjaśniła przepraszającym tonem.
Zebrała złociste loki Elizabeth, upięła je na czubku głowy i zakryła peruką. Odeszła parę kroków od lustra, tak żeby Elizabeth mogła zobaczyć swoje odbicie.
- Och, nie wierzę własnym oczom! - Beth przesunęła dłońmi po tiulowej spódnicy i uniosła ją nieco, zerkając na koronkowe pończochy i satynowe pantofelki. - Tak bardzo ci dziękuję, Doro!
- Tu jest wachlarz pod kolor sukni - garderobiana wsunęła jej w rękę teatralny rekwizyt. - Proszę przełożyć dłoń przez wstążkę, w ten sposób się nie zgubi - wyjaśniła.
Beth spojrzała z czcią na pokryty jedwabiem wachlarz, otworzyła go i zamknęła.
- Obiecuję, że go nie zgubię, Doro. - Uchwyciła kątem oka sylwetkę swojej siostry. - Mario! - wyszeptała z nabożeństwem. - Wyglądasz jak księżniczka!
- Nasze angielskie księżniczki są brzydkie - stwierdziła jej siostra. - Wyglądam jak anioł!
Beth dojrzała perły wplecione w loki peruki siostry i srebrną wstążkę wachlarza. Maria miała upudrowaną twarz i uróżowane policzki.
- Tak, zupełnie jak anioł! - przytaknęła.
- Nie mów mi, że te elegantki to moje małe dziewczynki? - roześmiał się Jack Gunning, kłaniając się nisko.
- Tato, wyglądasz jak prawdziwy lord! - Na widok przystojnego ojca odzianego szykownie w błękitny satynowy komplet z koronkowym żabotem i mankietami oczy Beth rozświetliła duma.
- Poczekajcie, aż zobaczycie matkę! - powiedział tylko.
Bridget wsunęła się do garderoby z oficjalnym zaproszeniem w dłoni, otulona koronkami w kolorze królewskiego błękitu. Nigdy nie brakło jej pewności siebie, ale elegancka kreacja i sztuczne klejnoty dodały jej postaci niesamowitej władczości. Żadna królowa nie mogła wyglądać bardziej po królewsku.
- Peg wysłała po nas swój powóz - obwieściła. - Pamiętajcie: macie się zachowywać jak wytworne damy!
Kareta czekała już pod kolumnadą teatru, jednak kiedy Jack chciał otworzyć drzwi, Bridget skarciła go spojrzeniem i skinęła władczo na woźnicę.
- Proszę, dobry człowieku! - rzuciła pod jego adresem. - Pośpiesz się, jeśli łaska, nim ten przeklęty irlandzki wiatr zawieje nas do przystani!
Powóz dojechał szybko na Cork Hill. Niższy dziedziniec zamku był zatłoczony karetami i modnie ubranymi gośćmi, którzy cisnęli się ku wejściu.
- Jeżeli zostaniemy rozdzieleni, spotkamy się w środku - zarządziła Bridget, kiedy dołączyli do tłumu gości.
Niecałą minutę później Elizabeth zgubiła się w ciżbie.
Przeczesywała wzrokiem morze twarzy, ale żadna z nich nie wydawała się znajoma. Nie bała się, ponieważ wokół było mnóstwo innych młodych dziewcząt w białych sukniach - z całą pewnością one również miały zostać przedstawione wicekrólowi. W nagłym podmuchu wiatru do jej uszu dotarł zduszony krzyk dziewczyny stojącej obok. Na oczach Beth wicher porwał perukę młodej damy. Nie wahając się ani chwili, Elizabeth rzuciła się za nią w pościg, jednak peruka wymknęła się jej z rąk i wpadła pod koła powozu.
Dziewczyna schyliła się, aby ją schwycić i z przerażeniem zauważyła, że włosy nie są już śnieżnobiałe, ale mają kolor błota. Uniosła perukę, żeby zwrócić właścicielce, i odnalazła dziewczynę w ścisku tylko dlatego, że ta tonęła we łzach.