Piękna jak noc
Tytuł oryginału: Beauty Like the Night
Autor:
Liz Carlyle
ISBN 978-83-7551-125-3
format: 12,3 x 19,5 cm
stron 496
wydanie 1
przeklad: Piotr Maksymowicz
oprawa: miękka
data wydania 07-07-2009
Helena de Severs po latach spędzonych za granicą powraca do Anglii. Zdobyła doświadczenie w opiece nad dziećmi z problemami emocjonalnymi, decyduje się więc na wysoko płatną posadę guwernantki, którą przez adwokata oferuje jej lord Treyhern. Po przyjeździe na miejsce Helena przekonuje się, że ten tytuł nosi obecnie Camden Rutlege, z którym przed laty łączyło ją gorące uczucie. Praca z córką owdowiałego lorda, która po traumatycznych przeżyciach przestała mówić, stanowi dla Heleny niemałe wyzwanie. Podobnie jak utrzymanie w ryzach namiętności...
| Średnia ocena czytelników: |
|
- Minęło dość dużo czasu, milordzie - powiedziała cicho, unosząc wzrok. - Dotkliwie odczuwam jego przemijanie. - W tym momencie przez chwilę widziała łagodność w jego oczach. - Tak, minęło bardzo dużo czasu - mruknął i znowu mocno przyłożył dłonie do blatu biurka. O dziwo, poczuła lekki łopot serca, gdy uniósł jedną dłoń, aby chłopięcym, boleśnie znajomym gestem przeczesać nią czarne włosy. Niesforny kosmyk, który zawsze go denerwował, wciąż był na swoim miejscu. Na to wspomnienie uśmiechnęła się w myślach, jednocześnie usiłowała powstrzymać przypływ ogarniającej ją fali goryczy. Dłuższą chwilę patrzył na nią pustym wzrokiem. - Ja… no cóż. Heleno, ja naprawdę nie wiem, jak to się stało. - Jak co się stało, milordzie? - Że wróciłaś tutaj. Do Chalcote. Po tylu latach. - Według mnie, to dość proste - odparła sucho. - Jestem guwernantką… szczególnego rodzaju. Zaś tutaj była potrzebna nauczycielka dzieci, które są… - Ty, Heleno? - przerwał jej. - Guwernantką? Przysięgam, że nigdy w życiu nie przyszłoby mi to do głowy. - Naprawdę, lordzie Treyhern? - spytała wyniośle, wymawiając z naciskiem jego szlachecki tytuł. - A co według ciebie mogło ze mnie wyrosnąć? Ujrzała, jak mocniej zacisnął szczęki. - No cóż, nie miałem zielonego pojęcia - rzekł po chwili. Myślę, że miałeś, odpowiedziała mu oczami. - Proszę się nie obawiać, milordzie, cieszę się stosunkowo dobrą opinią pomimo złej reputacji mojej matki - odparła chłodno. - W mojej profesji jestem szanowana. Twoje pieniądze sprawiły, że otrzymałeś kogoś więcej niż jedynie guwernantkę. Sądzę, że moje wykształcenie i doświadczenie mówią same za siebie, lecz jeśli nie wydają ci się one wystarczające, na pewno znajdzie się ktoś inny, kto zrobi z nich właściwy użytek. Cam z trudem przełknął ślinę. Zafascynowana patrzyła na poruszającą się grdykę. - Tak, oczywiście. To dla pewności - przyznał z roztargnieniem. Nagle Helena poczuła wzbierającą się w niej złość. Irytowały ją te zawoalowane uwagi jej pracodawcy i ciężkie milczenie. Przez te wszystkie lata od wyjazdu z Gloucestershire nauczyła się panować nad swoją dziką żywiołowością i wylewną naturą, lecz temperament wciąż pozostał nieopanowany. - Proszę mi wybaczyć, lordzie Treyhern. Zaczynają mnie męczyć te podejrzliwe przytyki odnośnie do mojej przeszłości. Czy możemy teraz porozmawiać o twojej córce? Cam spostrzegł zmianę w jej tonie. Gwałtownie wstał i podszedł do okna. W milczeniu patrzył przez szybę, podpierając jedną dłoń na biodrze, drugą bezwiednie masując sobie kark. W słabym świetle porannego słońca, na jego umięśnionym przedramieniu widoczne były drobne czarne włoski. - To chyba nie jest rozsądne, Heleno - powiedział głosem lekko zduszonym od emocji, której nie była w stanie rozpoznać. - To w ogóle nie wchodzi w rachubę. Wiesz to równie dobrze jak ja. - Quelle sottise, Cam! – wybuchnęła. Również wstała i podeszła do niego zdecydowanym krokiem. - Zwłaszcza gdy twoja córka potrzebuje pomocy! A co według ciebie jest teraz ważne? Twoja duma? Moje odczucia? Nie podoba mi się to ani o jotę bardziej niż tobie, ale tutaj chodzi przede wszystkim o dobro dziecka. - Mam tego pełną świadomość, Heleno - uciął. Złagodziła ton swojego głosu. - Z tego, co słyszałam, dziecko potrzebuje nauczyciela, i to dobrego. Ponadto, przyjęłam twoją propozycję i podpisałam twoją umowę, nie wiedząc, kim jesteś. Lecz nawet gdy się o tym dowiedziałam, dotrzymałam słowa. Z chęcią odejdę, jeśli anulujesz nasz kontrakt. Ale jeśli chcesz, abym została, to muszę zobaczyć Ariane. I to teraz. Odwrócił się, żeby na nią popatrzeć, ściągając mocno brwi. - Nie, Heleno. Obawiam się, że to jest absolutnie niemożliwe. - Dlaczego? Z powodu reputacji mojej matki? - Nie. Ale… po tym, co było między nami, nie mógłbym… nie możesz myśleć… - Czego myśleć, na litość Boską? - wyrzuciła z goryczą. - Mogę cię zapewnić, milordzie, że dla mnie najważniejsze jest dobro twojej córki. Ty i ja byliśmy tylko przyjaciółmi. W najgorszym razie, byliśmy dwójką opuszczonych dzieciaków, rzuconych sobie w ramiona przez samolubnych rodziców. Lubiłam cię, a ty mnie. Czy to coś złego? Dłoń Heleny bezwiednie uniosła się, aby spocząć lekko na jego ramieniu. Mimo jej ponadprzeciętnego wzrostu, musiała sięgnąć dość wysoko. Jakby posłuszny temu gestowi, Cam usiadł na ławie, opierając ciężko głowę na dłoni. - Nie - odpowiedział w końcu. - W większej części nasza przyjaźń była czymś dobrym. I nadeszła w czasie, gdy bardzo potrzebowałem przyjaźni. Potrzebowałem jej wręcz desperacko. Słysząc tę szczerą odpowiedź, Helena poczuła, jak uginają się pod nią kolana. Zdała sobie sprawę, że stoi bardzo blisko niego, cofnęła się więc o krok, pozwalając swojej ręce luźno opaść wzdłuż ciała. - Być może również teraz potrzebujesz przyjaciela. Utrata rodzica to nie jest błahostka, mimo wszelkich jego wad. Nikt nie rozumie tego lepiej ode mnie. A ty przecież bardzo martwisz się o swoją córkę, prawda? Cam popatrzył na nią nieruchomym wzrokiem. - Zmieniłem się, Heleno - powiedział po prostu.
Klienci którzy kupowali ten produkt kupili rownież:
« powrót do spisu