Płomień nocy
Tytuł oryginału: Night Fire;
Autor:
Catherine Coulter
ISBN 83-89685-56-6
format: 12,3 x 19,5 cm
stron 384
wydanie 1
przeklad: Katarzyna Jędrach
oprawa: miękka
data wydania luty 2006
Arielle Leslie została w wieku szesnastu lat zmuszona do małżeństwa z dużo starszym mężczyzną, który okazał się bezwzględny i brutalny. Stosowana wobec niej przemoc poraniła ją nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Po śmierci męża-potwora pozostał w niej paniczny lęk przed mężczyznami. Kiedy oświadcza jej się znajomy sprzed lat, szczerze w niej zakochany hrabia Burke, dziewczyna zdecydowanie odrzuca jego miłość. Ten jednak nie zamierza dać za wygraną i ucieka się do podstępu.
| Średnia ocena czytelników: |
|
- Nic jej nie będzie, Arielle – powiedział Burke do swojej żony, prowadząc ją do krzesła. – Obiecuję. – Stając przed nią, roztarł jej zimne dłonie. – Zostań tutaj, dobrze? – Ale, Burke, ona była… - Tak, wiem – odparł szybko. – Zajmę się tym. Arielle obserwowała szlochającą Mellie, pokojówkę, którą pani Pepperall wyprowadzała z pokoju. Dziewczyna okryta była kocem, ponieważ jej ubranie zostało podarte. Idzie - pomyślała beznamiętnie Ariele - jak stara kobieta. Tibbens, praczka, która ją znalazła, powiedziała Burke’owi ochrypłym z niepokoju głosem: - Nie zdążyłam, milordzie. Za szybko uciekł. Nie zdążyłam. – Usłyszałam jej krzyk i pobiegłam w tamtą stronę. On właśnie, cóż, skończył z Mellie, kiedy go zobaczyłam. Stojąc nad nią, zapinał spodnie. Kiedy mnie zobaczył, pobiegł w stronę lasu. - Nie rozpoznałaś go? Tibbens potrząsnęła przecząco głową. – Nie był ani wysoki ani niski. Zwykły mężczyzna, panie. Może trochę tęgawy. Miał na głowie kaptur. Biedna Mellie również go nie rozpoznała. Zdobywszy w miarę szczegółowy opis mężczyzny, Burke pozwolił jej odejść. Nakazał Cerlew zebrać kilkunastu mężczyzn do poszukiwań. Wrócił do Arielle i ukląkł przed nią. Wziął jej dłonie w swoje. Że też właśnie coś takiego musiało się zdarzyć, i to w Ravensworth. - Muszę teraz iść, Arielle. Będziemy szukać człowieka, który skrzywdził Mellie. - On ją zgwałcił – powiedziała dobitnie. – To więcej niż krzywda. - Tak, to prawda. Zostanie ukarany. - Przez kogo? Zastanowił się. – Z pewnością są odpowiednie przepisy, określające karę za gwałt. Rzuciła mu przelotne spojrzenie. – Mężczyzna może zrobić swojej żonie wszystko, co zechce. Sądzę, że mężczyzna może zrobić wszystko, co chce, każdej kobiecie, poza zabiciem jej. Przecież to mężczyźni ustanawiają prawa. Dlaczego mieliby chcieć karać siebie nawzajem za coś, co uważają za swoje prawo? Nie odezwał się, ponieważ zrodziło się w nim straszne podejrzenie, że miała rację. Wstał, delikatnie musnął palcami jej policzek i wyszedł. Nigdzie nie było śladu mężczyzny, poza niewielkim kawałkiem brązowej wełny na gałęzi klonu, jakieś pięćdziesiąt metrów od miejsca, w którym została zgwałcona Mellie. Burke pojechał do posiadłości sir Edwarda Pottenhama, oddalonej sześć kilometrów na wschód od Ravensworth Abbey. Sir Edward był gadatliwym, starym człowiekiem, który fascynował się motylami, i Burke musiał wykorzystać całą swoją siłę perswazji, aby uniknąć podziwiania kolorowej kolekcji sir Edwarda. Ale zaakceptował szklankę brandy. - Cóż cię tu sprowadza, mój chłopcze? Domyślam się, że nie chodzi wyłącznie o pogawędkę. Burke opowiedział mu o wszystkim. - Och, mój Boże – powiedział sir Edward, kiedy Burke skończył. – Więc nie wiadomo, kim jest ten człowiek? - Nie, ale znaleźliśmy skrawek wełny. Prawdopodobnie rozdarł płaszcz, kiedy biegł w stronę lasu. Dobrze, że mamy przynajmniej tyle. Gdyby Tibbens nie nadeszła tak szybko, pewnie uciekłby, nie pozostawiając żadnych śladów. - Tak, zapewne – rzekł sir Edward. – Cóż za nieszczęście. Miejmy nadzieję, że dziewczyna nie zajdzie w ciążę. Żaden mężczyzna się z nią nie ożeni. Szkoda. Burke przypomniał sobie słowa Arielle. - Co się stanie z tym człowiekiem, jeśli go złapię? Sir Edward zarechotał. – Cóż, jeśli nie jest żonaty, zmusimy go, żeby poślubił dziewczynę. - On ją zgwałcił. Posiadł ją wbrew jej woli. Skrzywdził ją. Szczerze wątpię, że chciałaby go za męża. - Ach, cóż, to tylko histeria, pewnie dlatego, że została przyłapana. Mężczyzna jest z pewnością jej kochankiem. Albo go zachęcała, flirtowała z nim. Wiesz, jakie są te dziewczyny. Wszystkie udają niewiniątka, dopóki nie zostaną przyłapane. Założę się z tobą o pięćdziesiąt funtów, że dziewczyna go zna. – Roześmiał się i klepnął Burke’a w plecy. – A teraz zna go nawet lepiej, co? Jeszcze brandy, chłopcze? To niesprawiedliwe, rozmyślał Burke, wracając do Ravensworth Abbey. A jeśli to Arielle zostałaby zgwałcona? Dama, a nie służąca? Nie, nie było to ani sprawiedliwe, ani właściwe, ani uczciwe. Ale tak właśnie sprawy wyglądały. Modlił się, żeby dziewczyna nie zaszła w ciążę. Jego cynizm zmienił się w szok, gdy pani Pepperall poprosiła go o rozmowę na osobności, po jego powrocie do Abbey. - Jak się czuje Mellie? – spytał. - Dobrze, zważywszy na okoliczności. Ale nie o niej chciałam z panem rozmawiać. – Pani Pepperall zamilkła na chwilę, ale po chwili mówiła dalej. – Jaśnie pani teraz odpoczywa. I jest – cóż, młoda i niedoświadczona, chociaż była już mężatką. Jeszcze nie odzyskała sił i sądzę, panie, że będzie lepiej, jeśli całą sprawą zajmie się mężczyzna. - Jaką sprawą, pani Pepperall? - Mellie, oczywiście. Musi zostać odprawiona. Nie możemy trzymać dziewczyny tego pokroju. Byłby to okropny przykład dla pozostałych. Burke wpatrywał się w nią. Była całkowicie poważna. - Czy mam ją odprawić, panie? - Gdzie ona teraz jest, pani Pepperall? - W swoim łóżku. - Ale to nie była jej wina. Ten mężczyzna ją zgwałcił. - Tak powiedziała Tibbens – oznajmiła pani Pepperall i prychnęła. - Nie mam powodu, aby jej nie wierzyć. Dziewczyna była ofiarą. Widziała pani jej podarte ubranie. Nie ponosi żadnej winy za to, co się stało. Czy był u niej doktor Brody? Pani Pepperall wyglądała na urażoną tym pytaniem. – Oczywiście że nie, panie. Po co? Burke spojrzał starszej kobiecie prosto w oczy. – Mogła odnieść jakieś rany. Proszę natychmiast sprowadzić doktora Brody’ego. Wszystko to było takie niedorzeczne. – Jeśli on przyjedzie, ten… ten skandal stanie się głośny w całym East Grinstead przed zapadnięciem zmroku. - Świetnie. Może poznamy nazwisko mężczyzny, który zgwałcił Mellie. Przy okazji, powiedz doktorowi Brody, że chciałbym po wszystkim z nim porozmawiać. - Tak, panie – odparła pani Pepperall. - Jeszcze jedno. Nie odprawimy Mellie. Powiem to tylko raz, pani Pepperall. Gwałt nie zdarzył się z jej winy. Proszę, aby jej pani nie obwiniała. Nie może pani pozwolić, żeby ktokolwiek ze służby jej dokuczał lub ja obwiniał. Porozmawiam z Montague’iem. A on porozmawia ze służącymi. - Zwaliło mnie z nóg – powiedziała pani Pepperall do Montague’a kilka minut później. – Wyobrażasz sobie, że ta dziwka mogłaby tu zostać po tym, co zrobiła? To nonsens.
Klienci którzy kupowali ten produkt kupili rownież:
« powrót do spisu